Dziennik Liliany
Rozdział ILiliano! Zastanów się...
,,
Nie! Co ja wyrabiam?! Jestem Królewną! Córką Króla Leopolda i Królowej Wiktorii II. Nie mogę się bać zwykłego balu, księcia i... ślubu?! Nie, Muszę dopełnić obowiązków. Po prostu muszę."
W tym czasie do jej komnaty weszła jedna z dam dworu. Ubrana w jak zwykle fioletową suknie z nieco jaśniejszymi kokardami u dołu. Na imię miała Diana. - Królewno, mam ważną wiadomość od Waszego ojca, Wasza Wysokość.- Powiedziała i jak na damę przystało ukłoniła się swej pani.
- A więc droga Diano. Czego chce mój ojciec?- zapytała o to z lekką irytacją, ponieważ nie cierpiała gdy ktoś przerywał jej myślenie.
- Król karze przebrać się panience w odświętną suknie, ponieważ...
- Co się dzieje Diano?- to zdanie powiedziała zakładając broszę swej prababki.
-Nic złego. Wręcz przeciwnie. Przyjeżdża Mości Książę, Wać Pan Alberto Z Wschodu!
-A więc nadszedł ten czas?
-Jaki czas jaśnie pani?-zapytała bezmyślnie.
-Nieważne...- I wybiegła z pokoju nie zwracając najmniejszej uwagi na służbę, szlachtę i resztę osób, które były w zamku.
Piękna, żywa dziewczyna skazana na los, na który nie zasłużyła. Kiedy weszła do pięknej, lekko wiktoriańskiej jadalni, czekali już na nią zaniepokojeni Król i Królowa .
- Witam Cię droga Córeczko- Powitała Królowa gorąco córkę.
- Witaj Ojcze! Witaj Matko!Czemuż mnie wezwali?-zapytała
-Córko!-Powiedział Król
-Może ja to powiem?-Spytała szeptem Królowa-Jestem bardziej delikatna.
-No dobrze...-Uległ jej, Bowiem wiedział, że córka wysłucha tylko Matki...
-Córeczko, jesteś już prawie dorosła, wiesz o tym. Więc musisz wreszcie wziąć ślub. Wezwaliśmy do Nas Księcia Alberto...- Nie dokończyła zdania, nie zdążyła.
-Z wschodu...Tak wiem Mamo.A kiedy tu będzie?-Kiedy zadała to pytanie do sali wszedł jakiś dziwny Pan! Może był to sługa? A może posłaniec?
-Pani przybywam z rozkazu Księcia Alberta. Czeka w korytarzu.
-Już idziemy Drogi panie.- To zdanie powiedziała Matka.
Schodziły po schodach powoli. A matka zwalniała tępo coraz bardziej, by wyjaśnić Córce co ma robić.
-Posłuchaj da ci 5 minut na mówienie. To bardzo dużo czasu. Wyjaśnisz mu, Kim jesteś. Najpierw ukłoń się i powiedz ,,Mości Panie". Zaprosisz go na obiad, ukłonisz się i odejdziesz. Służba pokaże mu komnatę. I spotkacie się na kolacji. Rozumiesz?
-Tak. Nie zrobię nic nie godnego mego tytułu.
Wreszcie zeszły. Kiedy Liliana zobaczyła Księcia od razu coś zauważyła i przeszło jaj przez myśl: -Jest po prostu zadumany sobą.
-Witam Cie.- I ukłoniła się.
-YYY...Co za brak manier?- Spojrzał na nią jak na dziecko prostaczki...
- Książę jestem zachwycona twoja postacią. Wyobrażałam sobie Ciebie zupełnie innego...Yyy...To znaczy tak Cudownego i Zadumanego ... Cudownego Księcia jak ty.- Wreszcie złapała oddech. Ale matka łapała się za głowę- Czy spotkamy się na obiedzie?-I odeszła,chociaż tyle zrobiła dobrze...
-Co za prostota?! Przyjdę na obiad, bo jestem głodny...
Królewna pobiegła i zamknęła się w swej komnacie.Wzięła dziennik i zaczęła pisać:
,, Dzień 27 lipca 1678
Mama dała mi wskazówki a ja ich nie wykorzystałam.Jaka byłam głupia, że powiedziałam mu takie rzeczy. Próbuje zapomnieć, ale nie umiem. Taki wstyd. Rodzice mnie zabiją. Nie rozumiem dlaczego nic mi nie wychodzi. Czemu?
13:24"
To były ostatnie zdania dzisiejszego dnia, gdyż nie wiedziała co pisać. Z resztą zapukała Jej Matka...
(Mogę się pochwalić, że to moja książka i sama ją wymyślam. Bella)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz